pierre bayard, jak rozmawiać o książkach

Jak rozmawiać o książkach… i jak dobrze złożyć książkę?

Pierre Bayard przekonuje do nie-czytania. Jeśli w składzie książki jest tyle niepokojących uchybień, co w polskim wydaniu jego eseju, pojawia się irytacja i nieczytanie rzeczywiście wchodzi w grę.

Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? Pierre’a Bayarda to publikacja, o której warto dyskutować (i to wbrew tytułowi – po jej przeczytaniu). Jeśli nie czytaliście pierwszego artykułu na jej temat, kliknijcie tu: Pochwała nie-czytania. Dziś, po refleksjach poświęconych fascynującym kwestiom merytorycznym, pora na część techniczną.

Jakość wydania

Nie ma książki bez błędów. Na początku chcę podkreślić, że w tym przypadku ogólnie jest dobrze. To przecież PIW – cenione, nie byle jakie, wydawnictwo. Mimo to zamierzam wytknąć mu potknięcia. Dlaczego?

Tomik z esejem Bayarda po raz pierwszy ukazał się w Polsce w 2008 roku, mnie w ręce trafił dodruk pierwszego wydania z 2015 roku. Było naprawdę sporo czasu na wyłapanie tych uchybień, nawet przy okazji, odnotowanie ich sobie gdzieś, by w razie drugiego wydania – czy właśnie dodruku – je wyeliminować. Niestety.

Klasycznych błędów mamy kilka:

skład książki, Pierre Bayard

A to uciekło trochę światła pomiędzy akapitem a gwiazdką (s. 39), a to sylaba -li została sama na początku wersu (s. 70). Kawałek dalej ktoś się zamotał z Montaigne’em (s. 71; cząstkę -ai- wymawia się razem, mniej więcej jak e, lepiej więc by było podzielić to nazwisko Mon||taigne). Potem zgubiła się jeszcze kropka zamykająca cytat (s. 102), a na koniec – przecinek po imiesłowowym równoważniku zdania. Z osobowej formy wyraża w tym samym fragmencie zrobił się zaś bezokolicznik wyrażać (s. 131), a trochę wcześniej (s. 85) zamawia przekształciło się w zamawiać.

Siedem niedociągnięć na sto czterdzieści jeden stron. Uwierzcie – nie jest źle. Jeden chochlik co dwadzieścia stron to dość przyzwoity wynik, gdyby nie jeszcze coś.

Niedobry skład książki

Podczas lektury o mały zawrót głowy przyprawiały mnie inne podziały wyrazów. Program, w którym składano tekst, wyraźnie nie wiedział co zrobić z tak lubianymi przez Bayarda (lub tłumaczkę) określeniami z łącznikiem: nie-czytanie, nie-czytelnik, nie-przeczytana, książka-ekran, twórca-artysta, od-czytywanie, a składacz nie wiedział, że wypadałoby to poprawić.

skład książki, Pierre Bayard

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy po takiej dawce potworków na sam koniec, na przedostatniej stronie, zdarzyło się pięknie, prawidłowo rozłożone nie-czytanie. Łącznik słusznie powtórzono na początku kolejnego wersu, gdyby tego nie zrobiono, do czynienia mielibyśmy ze zwykłym nieczytaniem.

nie-czytanie

Ze względu na specyfikę tej konkretnej książki takie błędy nie zdarzają się często. Prawdę mówiąc na takie dzielenie wyrazów natrafiłam pierwszy raz. Jak można było to przegapić przed drukiem? Przychodzi do głowy jedno wyjaśnienie.

W poszukiwaniu oryginalnego tytułu (Comment parler des livres que l’on n’a pas lus?) zerknęłam na kartę redakcyjną i dojrzałam tam jeszcze coś – wydawcę: „PIW w likwidacji”. Gdy w 2015 roku ukazywał się dodruk, Państwowemu Instytutowi Wydawniczemu nie wiodło się najlepiej. Ale żeby aż tak, by nie móc opłacić korektorki bądź korektora, który przejrzał by jeszcze wszystko po składzie? A może nie stać ich już było na to w 2008 roku, a siedem lat później błędy tylko powielono?

Nic to, każdy może się potknąć. Dobrze, że ta książka wyszła w Polsce, dobrze, że po latach na rynek trafiły kolejne jej egzemplarze, a Pierre Bayard może zmieniać nasze sposoby czytania (lub nie-czytania). Niestety mojego chyba do końca mu się nie uda. Niech żyje czytanie od deski do deski! Częściowo przeczytać możecie o tym we wspomnianym już wyżej pierwszym tekście o Jak rozmawiać o książkach… Tym razem jednak mam na myśli jeszcze coś innego.

Osoby pracujące od dłuższego czasu z tekstami nie potrafią spoglądać na nie dziewiczo, bezkrytycznie. Błędy rzucają się w oczy, krzyczą: „O, patrz, tu jesteśmy!” i utrudniają lekturę. Skład książki, czasopisma czy nawet pojedynczego artykułu jest ważny. Po prostu bycie redaktorką i korektorką trochę spacza mózg – o czym kilka razy w tygodniu możecie przekonać się na tym blogu. Mam nadzieję, że ku Waszej przyjemności, a także ogólnemu pożytkowi.

Tymczasem na blogu:

Dobrze Ci się czytało ten artykuł? Polub Piszę i czytam na Facebooku:

 

Jakieś refleksje? Podziel się nimi poniżej.