mężczyzna czytający książkę, nie-czytanie

Pochwała nie-czytania

Tyle osób nie czyta i to niby dobrze? Pierre Bayard w Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? twierdzi, że czasem tak.

Początkowo do tez francuskiego profesora miałam spory dystans. Jak to – literaturoznawca zaleca nie czytać? Co więcej, Pierre Bayard demaskuje świat, w którym żyje: literaturoznawców, historyków literatury, nauczycieli i wykładowców akademickich. Udowadnia, że nikt w nim tak naprawdę nie czyta, a wszyscy niejednokrotnie bywali zmuszani do wypowiadania się o nieczytanych książkach.

czytanie, książka, Pierre Bayard, Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało

Książka Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? uświadomiła mi, jak naiwna byłam, gdy w przeszłości niejednokrotnie przyznawałam się, że wspomnianej właśnie publikacji nie czytałam. Stwierdzałam, że nie wiem, co najwyżej tylko coś tam słyszałam, więc nie będę się wypowiadać, oceniać, analizować. Tymczasem okazuje się, że:

Rozmawianie o książkach niewiele ma wspólnego z czytaniem ich[1].

Na co ja zmarnowałam pięć lat studiów oraz te wszystkie wieczory i noce wcześniej i później spędzane na lekturze? Te wszystkie podróże bliżej i dalej pociągami i autobusami, podczas których można byłoby po prostu gapić się przez okno lub też czasem porozmawiać ze współpasażerami? Bayard od początku swojego wywodu uparcie przekonuje:

Naprawdę rzadko się zdarza, byśmy czytali książki, które trafiają w nasze ręce, od pierwszej do ostatniej strony (jeśli w ogóle coś takiego jest możliwe)[2].

A ja właśnie wciąż tak się czytam – od deski do deski. Może opisane powyżej zwyczaje panują przede wszystkim na uczelniach, wśród literaturoznawców, a mnie po prostu, przynajmniej w tym wypadku, oficjalna edukacja nie skrzywiła?

Gdy rozpocznę lekturę jakiejś książki, czuję wewnętrzny przymus, by ją dokończyć. W życiu zarzuciłam tylko jedną – Lorda Jima Josepha Conrada. Byłam w liceum, powieść mnie nudziła, nie miałam czasu, musiałam już zapoznawać się z czymś innym – długo mogłabym się tak usprawiedliwiać. Nie wiem, czy kiedyś jeszcze wrócę do tej lektury.

W zeszłym roku chciałam porzucić drugą książkę. Nie jestem już pewna, o jaką dokładnie chodziło, chyba o Jedz inaczej Leanne Cooper. Ale dotrwałam do końca. Przetrwałam nawet Dom nad rozlewiskiem Małgorzaty Kalicińskiej.

Czytam – inaczej niż Pierre Bayard – a jednak po zapoznaniu się z całym jego esejem zgadzam się z nim. Warto nie-czytać. Dlaczego?

Czym jest nie-czytanie?

Jak rozmawiać o książkach… może wywoływać pewien niepokój. Jak można namawiać do nieczytania w kraju, w którym przyznaje się do tego aż ponad 63% osób?[3] Wbrew tytułowi Pierre Bayard swoje rozważania kieruje do osób, które… czytają.

Jak tłumaczy, czytamy na wiele sposobów. To nie jest zero-jedynkowy układ, w którym istnieje tylko „przeczytać” oraz „nie przeczytać”. Jest wiele stanów pomiędzy. Książka może być przez nas przeczytana, lecz zapomniana, jedynie przekartkowana lub znana ze słyszenia – to wszystko to właśnie nie-czytanie (pisane właśnie tak, w odróżnieniu od skrajnego nieczytania).

W ostatnim wspomnianym położeniu zadziwiająco często znajdują się wybitne dzieła literatury światowej… Przypomina mi się pewna refleksja Witolda Gombrowicza – prawdopodobnie z Dziennika, nie jestem jednak w stanie zidentyfikować źródła i odnaleźć dokładnego cytatu. Będzie parafraza:

Niektórych książek po prostu się nie czyta. Oddziałują one samą swoją obecnością w kulturze.

Francuski literaturoznawca usprawiedliwia nie tylko niedoskonałą znajomość klasyki, lecz także zapominanie. Potraficie opowiedzieć po latach, co, tak po kolei, działo się w Ogniem i mieczem, Lalce czy Dziadach? Dziury w pamięci to coś naturalnego, o czym świadczy choćby moje przywołanie autora Ferdydurke. Powstają już na etapie czytania.

Podczas lektury wybieramy z powieści, opowiadania, eseju to, co dla nas najważniejsze. Szczególnie zwracamy uwagę na to, co dotyka naszego wnętrza, szukamy siebie w każdej książce. Dlatego ten sam tom dla różnych osób będzie czymś zupełnie innym. Dlatego też nie ma czegoś takiego jak obiektywna opinia o książce i dlatego możemy rozmawiać o nich (a w zasadzie o swoich wrażeniach), nawet gdy jej nie-czytaliśmy.

Nie czytaj na marne

Pierre Bayard, z pomocą znanych pisarzy i intelektualistów (m.in. Oscara Wilde’a i Paula Valéry’ego), uniewinnia również tych, którzy mają pewne, nawet poważne, braki w swojej prywatnej bibliotece. Nikt nigdy nie przeczyta wszystkiego, za dużo książek powstaje na świecie. Wystarczy… w tym wszystkim się orientować.

Przyznam, że przyswajając ten fragment, poczułam się zdecydowanie lepiej. Nie muszę mieć wyrzutów sumienia, że wielu rzeczy nie czytam. Do tej pory mówiłam, że nie mam czasu na słabe książki: schematyczne kryminały, banalne romanse i nudna fantastyka. Świetnie ujął to Paul Valéry. Chodzi o to, by „uchronić się przed mdłościami i statystycznym zawrotem głowy”[4].

Teraz wiem, że nie muszę po to wszystko sięgać – usytuowanie tych wydawnictw względem innych oraz ich miejsce w kulturze (a może raczej rozrywce?) dobrze znam.

Pułapki i szanse nie-czytania

Warto w tym miejscu podkreślić, że zarówno nieczytanie, jak i nie-czytanie mogą powodować też poważne tarapaty. I nie piszę tu o wtórnym analfabetyzmie, nieumiejętności sklecenia dłuższej, logicznej wypowiedzi, sformułowania jasnego komunikatu czy niezrozumienie go. Radykalne nieczytanie pozbawia jakiejkolwiek orientacji. Aby się odnaleźć, trochę trzeba wcześniej poznać. Zostawmy jednak większość Polaków na boku.

Pierre Bayard udowadnia, że żadne kłopoty związane z mówieniem o nie-przeczytanych książkach nie są straszne i że wszystko może ujść na sucho. Mnie jego spojrzenie na literaturę przekonało, lecz nie dlatego, że zamierzam od tej pory wszem wobec z pełnym przekonaniem wypowiadać się o swoich nie-lekturach. Z jego porad raczej nie skorzystam. Tu chodzi o coś zupełnie innego.

Czytając i nie czytając, tworzymy własną mapę literatury. Po co nam osobista wirtualna biblioteka? Autor odpowiada na to pytanie niemal na samym końcu swoich rozważań. Sięgnijcie po Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało? i… wymyślajcie siebie. Więcej nie zdradzę.

 

__________
[1] Pierre Bayard, Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?, Państwowy Instytut Wydawniczy w likwidacji, Warszawa 2015, s. 93.
[2] Tamże, s. 33.
[3] Zob. wyniki badań czytelnictwa za rok 2015 zrealizowane przez TNS Polska na zlecenie Biblioteki Narodowej, http://www.bn.org.pl/aktualnosci/1093-podstawowe-wyniki-badan-czytelnictwa-za-rok-2015.html.
[4] Pierre Bayard, Jak rozmawiać o…, dz. cyt., s. 29.

Tymczasem na blogu:

Dobrze Ci się czytało ten artykuł? Polub Piszę i czytam na Facebooku:

 

Jakieś refleksje? Podziel się nimi poniżej.